Siedzicie w bezpiecznym miejscu, w mieszkaniu znajdującym się w suterenie odrapanej kamienicy zaledwie kilka przecznic dalej od feralnej kawiarni. Przybylibyście tutaj znacznie szybciej, gdyby nie kluczenie po podwórkach i piwnicach, podobno konieczne ze względu na możliwy pościg.
Patrzysz na swoich towarzyszy - wydają się niespodziewanie spokojni, zważywszy awanturę sprzed pół godziny. Dziennikarz coś notuje w mętnym świetle okna, za którym co chwilę widać czyjeś buty. Młody Żyd prawie pieszczotliwie rozłożył rewolwer na uwalanej smarem szmatce. Więc jednak miałby się czym bronić! Kątem oka dostrzegasz na rewolwerze kilka liter i cyfr. Litery to cyrylica.
Wszyscy milczą, gospodarz tego skromnego mieszkania również. Widocznie jemu nic nie trzeba tłumaczyć.
Spogladasz na zegarek. Na egzamin powinieneś wyjść za pół godziny, za godzinę jeżeli pogodzisz się z tym, że wpadniesz na salę zdyszany, co profesorowie mogą odczytać jako sygnał braku szacunku. Dorożka jest wykluczona, jako że żaden fiakier nie zapuszcza się w biedne tutejsze zaułki. W każdym razie masz dobrą chwilę na rozmowę.