Zostajecie więc sami - ty, profesor Iłżecki oraz Anzelm, który momentalnie podrywa się z dywanu z okrzykiem Wszystko mnie swędzi. Profesor, śmiejąc się serdecznie, zapewnia, że nie będzie wnikał w przyczyny waszego przedstawienia. Anzelm, zafrasowany nieco, nieśmiało pyta, czy słowa o nerwowcach i wyborze specjalizacji powinien wziąć do siebie. Iłżecki milknie na chwilę, po czym ważąc słowa mówi, iż zdaje się możliwym, że Anzelm jest zbyt dobrym człowiekiem na dobrego chirurga. Bywają wprawdzie i tacy, jak choćby profesor Wilczur, ale łatwego życia to oni nie mają. Zresztą przed Anzelmem jest jeszcze egzamin, a dopiero potem wybór specjalizacji. Po egzaminie może zgłosić się po radę.
Uderzyło cię, że profesor nazwał Anzelma "dobrym człowiekiem". Nigdy nie myślałaś o nim w tych kategoriach. Mówisz, że nie masz nic przeciwko temu, aby po egzaminie wpadł znowu do kawiarni. Anzelm bełkocze coś nieskładnie o tym, aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca.