Trzeba było coś zrobić - kołacze ci się po głowie, chociaż nie umiesz powiedzieć, co konkretnie. A myśli ci się ciężko, bo leżysz na ziemi, jeszcze przez chwilę nie chcąc poruszać obolałą głową. Pamiętasz, jak żołnierze podeszli do stolika, przy czym jeden od razu chwycił cię za kołnierz i szarpnął do tyłu tak, że przewróciłeś się razem z krzesłem. Pamiętasz strumień przekleństw wylewający się z ust zwalistego dziennikarza, który próbował chwycić jednego z przeciwników w pół, podczas gdy tamten zręcznie mu się wywijał. Pamiętasz pojedynczy wystrzał. Nie wiesz, z czyjej broni pochodził, ale widocznie nikogo nie skrzywdził, bo ślad po kuli widnieje na suficie nad twoją głową. Po chwili zasłania go zatroskana twarz Jadwigi.

Córka właściciela pochyla się nad tobą i pyta Jak pan się czuje, drogi panie Anzelmie?. Dotychczas nie byłeś pewien, czy zna twoje imię, od dziś nie będziesz się nad tym zastanawiać.


Ujdzie. Ale na pewno potrzebuję odpocząć.

Proszę powiedzieć, co się właściwie stało. Nie wszystko mogłem dostrzec z tej pozycji.