Przysłuchujesz się rozmowie, szukając momentu, w którym będziesz mógł przerwać, lecz słowa dziennikarza płyną zbyt pewnie i zbyt płynnie.
- Bereza Kartuska, towarzyszu, to było jednak nic, z przykrością muszę to stwierdzić z perspektywy czasu. Wtedy źle było od wielkiego dzwonu, rozumiesz, duża, brzydka państwowa akcja. Teraz się psuje na codzień, w urzędach, na uczelniach, jako Żyd pan wie pewnie, jak bardzo skurczył się numerus clausus. Nie ma jednej ustawy, jednego zdarzenia, a kraj i tak powoli przestaje być wolny, jak gdyby w krzywym lustrze Rzeczypospolitej odbijały się konstytucje krajów sąsiednich.
Gdy domawia te słowa, słyszysz gorączkowy ruch od strony stolika z wojskowymi.
Dyskretnie szarpiesz za rękaw młodego Żyda, bo on siedzi najbliżej.