Prawda, pan przecież na przeciąg tego jednego dnia też jest widzącym --- i chociaż sposobu, w jaki do tegoś pan doszedł, nie pochwalam, to jednak jako widzącemu szczerość się panu należy. Przecież słyszałeś pan o Ossowieckim, tym jasnowidzu, który trzeci jeszcze sposób na przenikanie tajemnic odnalazł, nie moją wiedzę i nie pańskie przeklete aptekarstwo? Cóż, żyliśmy ze sobą przez kilka miesięcy jak mąż i żona, jak wiedzący z wiedzącą. Z taboru taką parę wnet by wygnali, i to tak, że jego na północ, a ją na południe, bo inaczej to same nieszczęścia!

Myślałam, że my jesteśmy inni, tacy mądrzy... Pan Ossowiecki to człowiek prawdziwie niegłupi, bo on własnym umysłem zdołał zrozumieć to to, co matka rózgami i godzinami opowieści musiała wbić mi do młodej, głupiej głowy: że nawet jak się pozna przeznaczenie, to nigdy po to, ażeby z nim walczyć. I jak zobaczył, że zbliża się taka przyszłość, w której się ranić będziemy i kłócić, to mnie pożegnał. W progu mu powiedziałam, że jego grobu nie znajdą. Zawahał się chwilę, bo zwykle widział rzeczy później ode mnie i bardziej zamazane, za mgłą jakby, potem przytaknął. A później rzekł "czekaj", powieki zamknął i nastroszył brwi, ażeby wreszcie rzec coś, co jest dla mnie nowym. I ten raz jeden mu się udało. Powiedział, że jak na mojej drodze stanie student, który tyż widzi, chociaż nie powinien, to mam go ostrzec przed tym darem. I przed tym drugim także, w podobnej buteleczce. Teraz swoje zrobiłam. Przemyśl to pan sobie.

To mówiąc, niespodziewanie wybiegła na ulicę, prosto przed maskę policyjnej budy. Zaiste, tak się z przeznaczeniem nie walczy. A ty zostałeś sam, rozdwojony w sobie, niepewny czy przyznać rację tej tajemniczej przybłędzie.

Cyganka cię przekonała.

Cyganka cię nie przekonała.