Wybiegasz do kawiarni i informujesz socjalistów, że lokal się zamyka, bo chory na zapleczu i nie bardzo wiadomo, co z nim zrobić. Mówisz to bardzo głośno, licząc na cienkie ściany, i aby być pewną efektu, odprowadzasz gości do drzwi, a nawet kawałeczek na ulicę. Niespodziewanie widzisz tam profesora Iłżeckiego, o którym Anzelm mówił same dobre rzeczy. Idzie, właściwie bardziej spaceruje, bo nigdzie się nie spieszy, po drugiej stronie ulicy.
Teraz, Jadwigo, masz wybór. Możesz
Wezwać na pomoc profesora Iłżeckiego. Boisz się tych żołnierzy, zwłaszcza że różne agresywne w tonie plakaty zapowiadały na dzisiaj "dzień czyszczenia miasta".
Wolisz załatwić to po swojemu. W końcu nie ma pewności, czy nie skompromitujesz Anzelma przed profesorem.