Wprowadzasz profesora Iłżeckiego na zaplecze. Ten bez zbędnych wyjaśnień zdejmuje płaszcz i kapelusz, odkłada na bok laskę i spogląda na leżącego na dywanie Anzelma. Jesteś pewna, że odgadł bezbłędnie wasz spisek, gdy tylko chwycił rękę domniemanego nieprzytomnego, uniósł do góry i pozwolił jej opaść. Niczym jednakże nie zdradził się ze swoją wiedzą, oprócz słów, które tylko ty i Anzelm byliście w stanie zrozumieć.

Istnieją takie ludzkie konstytucje, które stary Nałkowski nazywał "nerwowcami". Są to osoby raczej słabe, za to niesamowicie wrażliwe - jako takie, że będę trzymał się stosunków panujących w mojej branży, stanowią świetny materiał na diagnostów, rozpaczliwie zaś mierny na chirurgów, szczególnie - tu spogląda na żołnierzy - polowych. Leżący tu przed nami mój nieszczęsny student stanowi okaz wręcz egzemplaryczny. Spytacie, co to ma do rzeczy dla diagnozy? Otóż objawy, które na pierwszy rzut oka mają przyczynę czysto fizyczną, jak epilepsja, w organizmie "nerwowca" wywołane być mogą poprzez czynniki psychiczne. Nie mnie wnikać, dlaczego organizm pana Anzelma wybrał ten sposób, aby nam powiedzieć, że panujące w tej kawiarni napięcie było dla niego nieznośnym, ani też jaka była tego napięcia natura. Lekarz w swojej istocie nie jest filozofem i nie musi dociekać pierwszej przyczyny, byle rozumiał tę ostatnią, która leży u korzeni choroby. Kiedy zaś doszedł do tego, że przyczyna jest duszna, wówczas powinien stosować odpowiednie do niej środki. To mówiąc, Iłżecki wyciąga z kieszeni kamizelki niewielkie wahadełko.

Skończywszy ten zaimprowizowany wykład, Iłżecki mocnym głosem mówi do żołnierzy: Panowie wyjdą.Proszę zostawić nas samych Brzmi w tym momencie bardziej władczo niż dowolny dowódca, pod którym mogliby służyć Hipnoza w formie, jaką praktykuję, musi odbywać się bez świadków.