Żołnierze naradzają się gorączkowym szeptem. W końcu jeden lekko popycha drugiego w stronę stolika, a sam idzie w twoją stronę. Podaje ci rękę i pomaga wstać, mówiąc:
- Nieźle go pan w to ucho trzasnąłeś! Kto pana tego nauczył?
- Medycyna - odpowiadasz odruchowo.
Tymczasem drugi żołnierz ostrożnie odwija gazety z pakunku pozostawionego przez Żyda. Robi to jednak tak sprawnie i pewnie, że podejrzewać zaczynasz, iż na którymś etapie swojej edukacji kształcił się na sapera. Tym większe jest twoje zdziwienie, gdy po chwili z obrzydzeniem odrzuca paczuszkę od siebie i zaczyna kląć w wyjątkowo wymyślny sposób, a następnie wybucha śmiechem. Po chwili rozumiesz, dlaczego: w pomieszczeniu rozchodzi się charakterystyczny, ostry zapaszek solonych śledzi.
Tymczasem pierwszy z żołnierzy mówi: Łapiduch? Takich też przecież potrzebujemy. Na razie jest nas niewielu, ale mamy nadzieję, że ten kraj nieszczęśliwy, zaraz, jakie słowo mogłoby się panu spodobać... tak, uzdrowimy. Dołączy pan do nas?
Mówisz Nie. Panowie będą robić swoje, a ja swoje. I kiedyś się może te drogi połączą u wspólnego celu.
Zgadzasz się wstąpić w szeregi organizacji.