Podnosisz się i obsobczasz socjalistów, że nie wiedzą, jak postępować z nieprzytomnym. Dziennikarz zanosi się tubalnym śmiechem - o pół minuty, może minutę za wcześnie. Niemal w tym samym momencie wbiegają tu żołnierze z pistoletami w rękach, krzycząc, że nikt z nich takich żartów nie będzie robił. Ktoś z socjalistów także wyciąga broń. Wystarczy jeden strzał z dowolnej strony, by rozpętało się piekło. I ten strzał pada. Strony nie zapamiętałeś.

Zasłaniasz kogoś własnym ciałem, nie wiedząc, czy to Jadwiga, czy może młody Żyd. Nie, to nie on, on strzela w kierunku drzwi, rozpłaszczony na tym samym dywanie, na którym ty przed chwilą leżałeś. Zauważasz, że nawet stopy ma odchylone na bok i przyciśnięte do podłogi. Zza drzwi odpowiadają mu dwa pistolety żołnierzy. Potem czujesz, jak kula grzęźnie i zatrzymuje się głęboko w twoim ciele. Osoba za tobą jest bezpieczna. Ty giniesz.