Natykasz się na stróża, który ni stąd ni z owąd poklepuje cię jowialnie po ramieniu, mówiąc przy tym: "Gratuluję serdecznie! Wszystko widziałem i jestem, panie złoty, pod wrażeniem. Pan niby taki jętelekitualista, ale jak co do czego przyjdzie, to dla dobra kraju się nie zawaha rąk sobie ubrudzić".
Czujesz się trochę niezręcznie. Odpowiadasz: "A tam, czepiała się człowieka psiajucha, to i musiałem sobie jakoś radzić. Proszę uważać, żeby się tu nie kręciła".
Chwilę zajmuje, zanim twój język oswoi się ze słowami, do których nie przywykł, zanim ułoży je w kształt do twoich ust dopasowany. Kiedy to następuje, odpowiadasz jednak: Ku chwale ojczyzny!.